Cichociemni to bohaterowie II wojny światowej. Byli żołnierzami, którzy w skutek wojennej zawieruchy znaleźli się w Wielkiej Brytanii. Już w 1940 roku zgłaszali się ochotniczo do nowo formowanej jednostki, której zadaniem był przemyt ludzi, sprzętu i dokumentów do okupowanego kraju. Jednak aby dostąpić zaszczytu tak niebezpiecznej misji musieli przejść mordercze szkolenie,  które było również selekcją najlepszych kandydatów. Bądź co bądź, czekała ich śmiertelnie niebezpieczne zadanie. Nie mniej ryzykowali Ci, bez których misja cichociemnych nie miałaby szans powodzenia. Należało przecież odebrać i ukryć zrzut.

Zrzut musiał odbyć się w ustronnym miejscu, dlatego jako zrzutowiska przygotowywano łąki i pola, leżące z daleka od siedzib ludzkich. Drogi do nich prowadzący powinny w jak najgorszym stanie, aby pojazdy mechaniczne nie były w stanie nimi przejechać. Miało to zapobiec skutecznej obławie ze strony Niemców.  Pomimo środków ostrożności, zagrożenie nadal istniało. Dlatego odbiór musiał nastąpić sprawnie i w możliwie najkrótszym czasie.

Dobrym miejscem na dokonywanie zrzutu były tereny Generalnego Gubernatorstwa, położone na wschód od Warszawy.  Akcja musiała odbyć się niezbyt blisko polskiej stolicy (gdzie stacjonowały liczne garnizony wojskowe) oraz w granicach GG, aby Cichociemni nie byli zmuszeni przekraczać silnie strzeżonej granicy z Krajem Warty.  Takimi terenami były okolice Łowicza i Skierniewic.

Do pierwszego zrzutu na ziemiach należących dziś do województwa łódzkiego doszło w nocy z 7 na 8 listopada 1941 roku. Za jego organizację “na ziemi” odpowiedzialna była Polska Organizacja Zbrojna. Na zrzutowisku o kryptonimie “Ugór” w okolicach wsi Czatolin wylądowali kurier Napoleon Siegier (ps. Wera), Niemir Stanisław Bidziński (ps. Karol Ziege) oraz Jan Piwnik (ps. Ponury), późniejsza legenda akowskiej partyzantki.  Zrzut przebiegł bezbłędnie. Nie wydarzyło się nic, co zaalarmowałoby niemieckie posterunki. Nie wszczęto nawet pościgu.

Po wylądowaniu Cichociemnych przerzucano do kryjówek, w których mieli przeczekać noc i przygotować się do dalszej podróży. Często były nimi domy w okolicznych wsiach, których właściciele dobrowolnie zgłaszali je na potrzeby misji.  Cichociemnych odbierali specjalnie przysłani agenci z Warszawy.  W punktach przerzutowych zostawiali wszelkie przedmioty, które mogłyby zdradzić pobyt w Wielkiej Brytanii. Żołnierzy spryskiwano również płynami zmieniającymi zapach. Zabieg ten miał na celu zmylenie psów, których Niemcy używali w poszukiwaniu skoczków.

W okolicach Łowicza do 1944 roku odebrano 13 zrzutów. Na terenie okupowanej Polski – 82.  W ten sposób do Polski trafiło 316 Cichociemnych.

Łukasz Śwituniak

 

 

 

 

 

 

 

Show Buttons
Hide Buttons

Urząd Marszałkowski Województwa Łódzkiego © 2019

100lat.lodzkie.pl